Witajcie.
Nie, nie będę tu pisał o tym, że ze spacerów na świeżym powietrzu przerzuciłem się na spacery po centrach handlowych. Za spacer zakupowy nie uważam także chodzenia za strzałkami między meblami w Ikei. To zupełnie inna idea, ale zanim o tym, to najpierw trochę archeologii... Informatycznej archeologii, ale nie bójcie się, to nie będzie nic strasznego...
Na początek trochę historii...
Kilka dobrych lat temu miałem bloga podobnego do tego, ale traktował o zupełnie innej aktywności fizycznej. Opisywałem na nim moje rowerowe wypady. Te bliższe i dalsze. Aż pewnego razu pojawiła się na nim nowa kategoria wpisów - Przewozy pracownicze.
Tak, przy tworzeniu nazw kategorii na blogach lubię się posiłkować przerysowanymi tytułami. Tak też było w tym przypadku. Przewozy pracownicze to było nic innego jak notki na tematy związane z moimi przejazdami rowerem z domu do pracy. Czasem zdarzyło się coś ciekawego do opisania i tam to wrzucałem. Proste, prawda?
Zaraz zaraz - powie ktoś z Was. Ale gdzie w tym informatyczna archeologia? A proszę bardzo - kto jest dociekliwy może za pomocą narzędzia zwanego webarchive znaleźć to co zostało zachowane przez ten serwis dla przyszłych pokoleń. Blog nazywał się marcosbike.bloog.pl . Kto chce niech szuka. Trochę notek tam powstało, a w szczytowych momentach dodawałem wpisy niemalże codziennie po skończonych wypadach rowerowych. Dodatkowo, czego już na webarchive nie znajdziecie, dodawałem też słabej jakości fotki wykonane starym telefonem z aparatem. To był bodajże Sagem z-55. Rozsuwany telefon z aparatem. Ech, stare dobre czasy...
Ale wróćmy do teraźniejszości...
Czymże zatem są wspomniane w tytule tego postu spacery zakupowe? Otóż od pewnego czasu śledzący moje konto na stravie (konto o jakże zaskakującej nazwie dokadide), mogą zauważyć wpisy o tytule np 'Spacer do apteki' czy 'Spacer do paczkomatu'. Tak się dzieje czasem, że zamiast uruchamiać auto i jechać do sklepu oddalonego o kilka kilometrów wybieram właśnie spacer. Biorę plecak i w drogę.
Właśnie wczoraj poszedłem do tzw. taniej apteki. Zwykle jeżdżę do niej autem bo jest dość daleko, ale wczoraj wybrałem się do niej spacerem. I wiecie co się okazało? Mam do niej tylko 5 kilometrów. Czyli w dwie strony daje to całkiem dobry trening.
Dodatkowym atutem jest fakt, że cała trasa prowadzi oświetlonymi ulicami z chodnikiem. To duży plus, gdy nie muszę bardzo martwić się o swoje bezpieczeństwo na drodze po zmroku. A chodzę głównie w godzinach wieczornych, czyli obecnie już w ciemności. Oczywiście jak zawsze na "w razie czego" mam przy sobie swoją świeżo zakupioną czołówkę (niedługo opiszę mój aktualny sprzęt) oraz niezastąpiona opaskę z czerwonymi ledami. I mogę bez problemu mieć w uszach słuchawki i słuchać ulubionej muzyki.
Same plusy? Nie tak do końca... Spacer w mieście to chodzenie w bezpośredniej bliskości dużej ilości aut. To spory minus. Ale co zrobić, taki mamy klimat 😉
Kończąc na dziś chcę jeszcze napisać, że póki co, jak widać, zrezygnowałem z posta podsumowującego moją dotychczasową aktywność. Taki wpis na pewno powstanie. Najprawdopodobniej na zakończenie roku. A takie wpisy jak ten, dotyczące aktualnych spacerów, postaram się dodawać częściej niż dotychczas.
I taka mała prośba - jeżeli tu zajrzałeś, to proszę zostaw ślad po sobie. Na przykład skomentuj tego posta. Będę wdzięczny.
Marcos
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz