wtorek, 24 listopada 2020

Podsumowanie trzeciego tygodnia listopada,

Dystans: 41,4 km

Czas: 390 min

Kalorie: 3645 kcal

Witajcie.

    Kolejny udany tydzień. Trochę mniej kilometrów na liczniku, ale grunt, że ciągle udaje się trzymać formę i w miarę regularnie chodzić. Trasy, które przemierzam są już mi znane, ale ostatnio często coś do nich dorzucam, albo chodzę w przeciwnym kierunku niż dotychczas. I to się sprawdza. Dzisiaj na koniec notki wrzucę filmik z Relive, w którym idę dobrze znaną trasą Dys Słoneczna + Elizówka dookoła, ale z małą modyfikacją na początku. Ta 'mała modyfikacja' dała mi ok 2,5 km dodatku do 'zwykłych' 6,7 km. To już spory kawałek, a całość stałą się kolejną 'dziesiątką' wśród moich tras chodziarskich.

    Z nowości dodam tylko, że coraz częściej wrzucam fotki z tras na Instagrama (gdyby ktoś nie pamiętał: https://instagram.com/dokadide ). Tam też możecie mnie śledzić bardziej na bieżąco. Tzn śledzić ciekawe widoki, które mam 'po drodze'. Już nie mogę się doczekać wiosny i lata, kiedy fotki będą robione w dzień, z budzącą się i żywą zielenią dookoła.

    Inne plany póki co zeszły na.. dalszy plan ;-) Wszystko przez... nie, nie przez pandemię a przez brak czasu. Ale w końcu zepnę cztery litery, przysiądę i pewnie przeniosę się na tę nową inkarnację tego bloga. Póki co to co jest musi Wam wystarczyć.

    Nawet nie wiem kiedy przeszedłem w moich 'nowych' butach ponad 100 km. A skoro obiecywałem, że coś o nich wspomnę po pierwszej setce, to... polecam model Newfeel Actiwalk Comfort Leather. Buty nie są najtańsze, ale są bardzo wygodne i u mnie naprawdę się sprawdziły. Kosztują ok 180 zł w Decathlonie. DO tych butów polecam jeszcze skarpetki Newfeel WS 100 Mid za ok 20 zł w tym samym sklepie. Dla mnie to bardzo dobry zestaw. Chodzi się w nich przyjemnie, mają dobrą amortyzację, są wygodne. Będąc w sklepie przymierzałem wiele par znanych firm w podobnej cenie (akurat były fajne promocje). Do Newfeel podchodziłem z pewną rezerwą, ale ostatecznie wypadły najlepiej w porównaniu z komfortem chodzenia z innymi. Nie są bardzo lekkie, nie wiem jak sprawdzą się w lecie, ale na jesień są świetne. Wiosną pewnie będzie podobnie. Dam nać jak się sprawdzają w inne pory roku.

    Cóż na dzisiaj to tyle. Tak krótko opisałem buty, ale jak wspominałem - czasu u mnie ostatnio brak i na dłuższe notki przyjdzie czas. Wtedy też szerzej opiszę mój zegarek, który po prawie trzech miesiącach ciągle dzielnie dotrzymuje mi kroku.

    Na dzisiaj to tyle. Trzymajcie za mnie kciuki i sami wychodźcie z domu, spacerujcie, póki jeszcze jest dobra pogoda. Warto ruszyć się z kanapy i trochę przewietrzyć ciało i umysł :)

Pozdrawiam,

Marcos.




poniedziałek, 16 listopada 2020

Podsumowanie drugiego tygodnia listopada + kilka nowości ;)

Dystans: 45,6 km

Czas: 471 min

Kalorie: 4597 kcal

Witajcie.

    Ten tydzień udało się przejść w o wiele lepszym stylu niż poprzednie ;-) To dobrze rokuje na przyszłość. Pogoda była zmienna. Dwa razy szedłem w lekkim deszczu, ale nie było to jakąś wielką przeszkodą. Jedyny minus to odcinki pod wiatr, kiedy krople wpadały mi wprost w oczy. Ale przeżyłem :-)
Dziwnym zrządzeniem losu w dniu, kiedy na spacer postanowiłem wziąć aparat, aby zrobić kilka fotek lepszej jakości, zaczął padać deszcz. Na szczęście udało się zrobić kilka zdjęć na cmentarzu z okresu I Wojny Światowej i na moim ulubionym odcinku, czyli na trasie pieszo rowerowej miedzy Elizówką a Dysem. Na kolejne spacery nie będę już brać aparatu, bo i tak jest zbyt ciemno, żeby coś sensownego zrobić. Musiałbym trochę rozbudować mój podstawowy sprzęt, a na razie nie planuję takich inwestycji.
Z ciekawostek z wędrówek z tego tygodnia wspomnę o tym, że dzięki temu, że marsze zaczynałem o wcześniejszej porze, to na swojej drodze spotykałem więcej osób uprawiających różnego rodzaju aktywności. Najbardziej w pamieć zapadły mi dwie przemiłe starsze Panie, które spacerują chyba z Łagiewnik wyposażone w kijki do nordic-walking. Spotkałem je na swojej trasie trzy razy, co potwierdza przypuszczenie, że też aktywnie spędzają jesienne wieczory.

    Od końca zeszłego tygodnia fotorelacje z moich spacerów możecie oglądać na świeżo założonym profilu dokąd idę na instagramie (https://www.instagram.com/dokadide/). Będę się starał wrzucać tam co ciekawsze fotki z moich spacerów. Profil odżyje zapewne gdzieś w okolicach wiosny, kiedy będzie jaśniej na dworze, bo póki co po pracy, kiedy mam chwilę, aby się przejść, jest po prostu ciemno.

    Profil na instagramie to jedna z nowości. Drugą, którą planowałem od dłuższego czasu, będzie przeniesienie się na nowy serwer. Opuszczę bloggera i zacznę prowadzić bloga w oparciu o wordpress na innym serwerze. Mam nadzieję, że uda się to zrobić dość sprawnie. Aby nie zaczynać od środka, przeniosę tam wszystkie dotychczasowe notki stąd, aby mieć pełną historię w nowym miejscu, bez konieczności odsyłania do tego serwisu w przyszłości.

    Poza technikaliami w głowie zaczynają mi się układać nowe warianty dotychczasowych tras. To tak, żeby nie było zbyt nudno. A z drugiej strony chcę też trochę urozmaicić moje codzienne wędrówki. Ostatnio przeszedłem trasę 'Trzy mosty + kładka' w drugą stronę, tzn rozpocząłem od Elizówki, następnie przeszedłem mostem na 'eską', następnie kładką pieszą w stronę Łagiewnik i wróciłem dwoma mostami po drugiej stronie. Ciekawie przejść znaną sobie trasę w przeciwnym kierunku. Odległości trochę inaczej się rozkładają i wypada się z pewnej rutyny.

    Z kolejnymi ciekawostkami i nowymi trasami poczekam pewnie niestety aż do wiosny. Wówczas planuję też zacząć bardziej aktywnie jeździć na rowerze, żeby pokonywać większe dystanse i łapać więcej przyjemności z wypadów :-) Przy okazji wrócę też do fotografowania napotkanych po drodze kapliczek. Kiedyś, dość dawno temu, prowadziłem bloga marcosbike i wtedy wpadłem na pomysł fotografowania kapliczek, bo naprawdę sporo ich spotykałem po drodze. Zatem wracam do pomysłu sprzed lat. Zapewne fotki w większości będą trafiać na instagrama, a niektóre też znajdą się na nowym blogu.

    Podsumowując - plany na przyszłość najbliższą i tę trochę dalszą są i teraz wyzwaniem będzie znalezienie kilku chwil, aby to wszystko ogarnąć, a potem już tylko dokładać kolejne cegiełki. W głowie mam oczywiście kolejne pomysły, ale to wszystko przyjdzie z czasem.

    Tyle na dzisiaj. Śledźcie moją aktywność tutaj i na instagramie. O wszelkich zmianach będę Was informował na bieżąco tutaj.

Pozdrawiam,
Marcos.

wtorek, 10 listopada 2020

Podsumowanie tygodnia (pierwszy tydzień listopada).

 Dystans: 31,5 km

Czas: 282 min

Kalorie: 2910 kcal

Witajcie.

    W tym tygodniu poszło trochę lepiej ;-) Chociaż jakichś rekordów nie biję, ale staram się jak najczęściej mogę chodzić. Mogę śmiało napisać - chodzę, bo lubię. Chodzi mi się całkiem dobrze, chociaż jest coraz chłodniej i coraz bardziej oczy zachodzą mi wodą wydychaną przez maseczkę w górę. Ale nie narzekam, jest ok :-)

    Buty zakupione w zeszłym miesiącu są ok. Naprawdę wygodnie się w nich chodzi. Pewnie pod koniec tego miesiąca opiszę je szerzej, mam nadzieję, że do tego czasu nie zmienię o nich zdania :)
Niezaprzeczalnym plusem jest to, że na mojej ulubionej trasie dookoła Elizówki na ścieżce pieszo-rowerowej cały czas świecą się latarnie. To duży plus. Dlaczego? O tym pisałem w ostatniej notce.
Moje świecące gadżety też sprawdzają się bardzo dobrze. Kierowcy widzą mnie z daleka i ci, którzy są co bardziej ogarnięci zawczasu dają mi poczucie bezpieczeństwa zachowując odpowiedni odstęp. A reszta kiedyś się nauczy ;-)

A tak poza tym to czas bardzo szybko mi mija. Nawet nie zauważyłem, kiedy wszedłem w trzeci miesiąc mojego chodzenia :-) Mam tylko cichą nadzieję, że jak wprowadzą ten cały 'lockdown' to nie zabronią chodzić na spacery. To byłoby chore. Chociaż tak patrząc na dotychczasowe wymysły to chyba jednak należy się tego spodziewać... Cóż, trzeba będzie kombinować...

    Na dzisiaj to tyle. Trzymajcie się ciepło i zdrowo.

Pozdrawiam,
Marcos.

wtorek, 3 listopada 2020

Podsumowanie tygodnia + podsumowanie października

Dystans: 30,5 km

Czas: 281 min

Kalorie: 2750 kcal


    Witajcie.

    W tym tygodniu udało się kilka razy przejść znanymi już szlakami. Co więcej jeden z nich staje się moim stałym szlakiem. Będę go pewnie od czasu urozmaicał innymi, ale tak na codzienny spacer wybieram trasę Elizówka dookoła plus Dys Słoneczna. Długość trasy to ok 7,6 km, także jest to taki całkiem fajny dystans. Średnio pokonuję go w ok 70 minut, także dzienny godzinny spacer jest jak najbardziej zaliczony.

    Trochę się pozmieniało w środowisku aplikacji na telefony. A może raczej nie pozmieniało, a pozmienia. Otóż, jak już zapewne spora część z Was wie, Endomondo z końcem tego roku przechodzi do historii. Szkoda, bo była to całkiem przyjemna aplikacja, która miałem zainstalowaną na przeróżnych smartfonach czy to z Windowsem mobilnym, czy to z Androidem. Tym bardziej to ciekawe, bo ostatnio we wpisie sprzed tygodnia pisałem, że nie będę już podawał czasów i odległości z Endomondo na rzecz apki Zepp. A tu kilka dni później dowiaduję się, że Endo ma być zaorane.
Jako, że natura nie lubi próżni, to od kilku dni monitoruję swoją aktywność także w aplikacji Google Fit. Czemu w niej? Może dlatego, że mam Androida i GF jest zapewne najlepiej z nim zunifikowane. Ale może też dlatego, że z aplikacji podanych jako zamienniki dla Endomondo ze stajni Under Armour (ostatni właściciel Endo) żadna mi się nie podoba. Jest co prawda specjalnie dedykowana apka do chodzenia, Map My Walk, ale jakoś nie przypadła mi do gustu już z poziomu samego interfejsu, także nawet nie użyłem jej choćby raz. Cóż... Kiedyś był jeszcze dość fajna apka Microsoftu, coś w stylu Google Fit, ale gdzieś zniknęła w otchłaniach zapomnienia.

    W zeszłym tygodniu zapomniałem napisać o jednej ważnej rzeczy, przez którą moje dotychczasowe treningi różnią się od dotychczasowych. Maseczka. Województwo lubelskie było w strefie czerwonej jeszcze zanim cały kraj się w niej znalazł. Jak mi się chodzi w maseczce? I dobrze i źle. Źle dlatego, że oddychając sporo ciepłego powietrza leci mi na oczy i brwi, co w połączeniu z niskimi temperaturami ostatnich dni i wieczorów szczególnie powoduje osadzanie się kropel wody na moich rzęsach i brwiach. Co pewien czas muszę więc przecierać oczy. To minus.
Na plus zaliczam to, że pomimo niskich temperatur mogę oddychać przez usta. Uczyłem się oddychania przez nos i pewnie jeszcze będę się uczył, aż dojdę do perfekcji, ale to nie to samo. W każdym razie w maseczce mogę oddychać ustami i powietrze, które wpada do nich nie jest aż tak zimne. To jest niezaprzeczalny plus.

    Kolejną 'nowością' jest to, że od zeszłego poniedziałku moja ulubiona część trasy określanej przeze mnie jako 'Elizówka dookoła', czyli ścieżka pieszo-rowerowa znów jest oświetlana przez latarnie. Przypomnę tylko, że od początku października do zeszłego poniedziałku (czyli 26 października) panowały tam ciemności, co było o tyle uciążliwe, że kierowcy włączali tam często światła długie, które mocno świecą w oczy. Teraz to już przeszłość i znowu jest tam jasno jak w dzień. Polecam.

Tyle rozmyślań z ostatniego tygodnia. Czas zatem na podsumowanie października.


Podsumowanie października

Dystans: 86.4 km

Czas aktywności: 895 min

Spalone kalorie: 9.463

    W porównaniu z wrześniem widać, że trochę tego wszystkiego mniej. Cóż, pogoda i różne inne kwestie poboczne wpłynęły na mniejszą ilość treningów. Jednakże ostatecznie nie jest źle.

    Jeżeli chodzi o zrzucone kilogramy to w tym miesiącu było ich 3. Zatem ogólnie zrzuciłem już ok 8,3 kg, co wg mnie jest dobrym wynikiem. Tylko teraz zaczną się schody. Dlaczego?
Obecnie moja waga z 31 października to 88,7 kg. To jest taka moja 'stała waga' od nie wiem ilu lat. Na pewno od ponad 10. Zwykle moja waga oscylowała w granicach 88-91 i dla mnie było to 'normalne'. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę z tego, że to dużo za dużo i najlepiej byłoby to zrzucić. Ale jakoś się nie udawało. Jakoś się nie chciało. Teraz za to wola walki jest. Oby udało mi się sukcesywnie schodzić poniżej tej wartości. Trzymajcie za mnie kciuki :)

    Tyle na dzisiaj. Dzięki za dotrwanie do końca tej notki. Trzymajcie się ciepło.

Pozdrawiam,
Marcos.

Plany a rzeczywistość

 Witajcie.      Miałem piękny plan. Chciałem się bujnąć rowerem na spokojnie, powolutku, do stawów Stróżek. Droga w miarę mi znana. Powrót t...