czwartek, 24 września 2020

Rekordem pod koniec miesiąca ;)

Dystans: 10,04 km (Endomondo); 9,58 km (Zepp)
Czas: 1:31:00
Godzina startu: 19:17

    Już zaczynając ten trening zakładałem, że to będzie rekordowy dystans we wrześniu. Zdecydowałem się połączyć dwie dotychczas rozłączne trasy - tę przez Samsonówkę i Dolinę Ciemięgi w Dysie oraz dookólną Elizówki. Udało się.

    Oba odcinki dobrze już znam. Wiem, gdzie są ich słabe (ciemne) i mocne (jasne) punkty. W Dysie nie jest zbyt różowo (?), bo latarnie nie są zbyt mocne a dodatkowo często są ukryte gdzieś między drzewami lub po prostu nie działają. Na szczęście wyszedłem już o tej godzinie, o której wszystkie były włączone. Samsonówka dodatkowo nie ma chodnika, ale ruch nie jest tu zbyt duży. Duży plus to... zapachy. Jesień, zatem czuć mocną woń mirabelek, zapach kwiatów i... niestety palonych liści :-/

    Dalej odcinek chodnikiem w Dysie na ulicy Dolina Ciemięgi. Tu już ruch większy, bo to główna przelotówka na trasie Nasutów - Pólko - Dys - Ciecierzyn. To chyba najsłabszy odcinek tej trasy, jak pisałem wcześniej dość słabo oświetlony, ale plusem jest chodnik.

    Za zakrętem na południe rozpoczyna się ulica Topolowa, a wraz z nią trasa pieszo/rowerowa oświetlona ledowymi latarniami, o której odcinku w Elizówce i Dysie wspominałem ostatnio. Tu jest wygodnie - szeroka ścieżka asfaltowa i jasno jak w dzień. Ale to już wiecie, bo przecież czytaliście poprzedni wpis ;)

    Dalej to serwisówka na odcinku Giełda - Karczma. Dzisiaj już oświetlona, bo znalazłem się tu ok 20. Jest ok. Szczególnie lubię ostatni odcinek, od Karczmy do końca mojej trasy. Obok chodnika za tunelem pod eską (na tym odcinku - obwodnicą Lublina) dość długi ogród znajomej, z którego pięknie pachnie maciejka... Przynajmniej ten zapach kojarzy mi się z maciejką. Intensywny, przesłodzony... Lubię to :) Muszę podpytać czy to na pewno maciejka ;)

    Cóż, fajnie, że po ok miesiącu od rozpoczęcia moich aktywności związanych z chodzeniem udało mi się bez problemów przejść 10 kilometrów. Coraz lepiej wiem na co mnie stać, ile mogę przejść, jak dobierać prędkości marszu do kolejnych etapów, uczę się też oddychania wyłącznie przez nos, gdzie to tylko możliwe, to znaczy na płaskim :)

    Wczoraj było bez chodzenia na zewnątrz. Ale za to przeszedłem w pół godziny ok 2.8 km na orbitreku. Było ciężko. Oprócz większego obciążenia nóg i o wiele wyższego tętna od samego początku treningu brakowało mi powietrza, czasem powiewającego wiatru, zapachów i cykad... Jeżeli możecie - wychodźcie na spacer, póki jest jeszcze dobra pogoda. Korzystajcie  z pięknych dni i wieczorów. Warto.

    Plany na najbliższy czas - oddanie roweru do serwisu. Ciekawe byłyby przeplatane treningi - jednego dnia rower, drugiego spacer. Póki jeszcze da się wycisnąć kilka jasnych godzin po pracy.

    Na koniec będzie jeszcze filmik z dwoma zdjęciami z mojego ulubionego odcinka tej trasy. Pozdrawiam ciepło.

wtorek, 22 września 2020

Człapu człap... czyli spokojny spacerek we wtorek

Dystans: 7,8 km (Endomondo); 7,65 km (Zepp)
Czas: 1:13:49
Godzina startu: 18:53


    Zastanawiałem się dość długo, czy zaczynać czymś starszym czy może zaatakować od nowej, świeżej trasy. Ostatecznie, jak będzie widać (mam nadzieję) na dole strony, zaczynam od nowej, dzisiejszej traski.

    Dzisiaj wybrałem się na dobrze znaną trasę do Dysa, na ulicę Słoneczną. Start przy domu w Elizówce, potem coś dobrego na początek, czyli trochę w dół, przejście tunelem pod obwodnicą i potem trochę w górę, aż do ulicy Samsonówka. Zaczynało zmierzchać i tu pierwsza sprawa do większej dygresji.

    Podczas wędrówek chcę być widoczny. Tak szczerze, wolę być zapamiętany jako 'ten oświetlony wariat', niż 'ten niewidoczny koleś, którego zauważyłem w ostatniej chwili'. Nie lubię jasnych, żywych kolorów. Lepiej czuję się w ciemnych barwach - szare buty z Decathlonu do chodzenia (kiedyś może napiszę o nich coś więcej), czarne spodnie dresowe (też z Deca) plus szara bluza (Slazenger ;-) ) i czarna czapka - bejsbolówka. Niezbyt widoczny gdy się zmierzcha i po zmierzchu. Dlatego na ramiona zakładam dwie odblaskowe opaski (te takie okręcające się dookoła rąk). Nie wiem jak jest z ich widocznością, dlatego noszę ze sobą jeszcze ledową latarkę z Biedronki zakupioną chyba za 5 złotych. Sam wielokrotnie jeżdżąc wieczorem czy w nocy widziałem osoby z latarkami. I uwierzcie mi - widziałem te osoby z bardzo dużej odległości. Lepiej być widocznym niż uciekać gdzieś do rowu w ostatniej chwili.

    A skoro już po dygresji to Dys (ulica Słoneczna) jest słabo oświetlona. To ważne, bo przy tej ulicy nie ma chodnika. Latarnie są, ale włączają się bardzo późno, już po zmierzchu. Dość powiedzieć, że przeszedłem całą tę ulicę (ok 2km) i latarnie nie zaświeciły się w tym czasie. Dwa kilometry to przy moim tempie ok 19 minut. A Słonczną opuściłem już po zmierzchu, ok godziny 19. O wiele lepiej było na Topolowej - tu latarnie już się świeciły i pięknie oświetlały asfaltową nawierzchnię chodnika. A jeszcze lepiej jest na odcinku za mostem  do skrzyżowania w Elizówce - tu ścieżkę pieszo-rowerową wykonana z asfaltu oświetlają bardzo jasne latarnie ledowe. Polecam tę ścieżkę zarówno do spacerów, jak i do wypadów rowerowych np z dziećmi - miejsca jest wystarczająco, aby się spokojnie minąć z pieszymi lub innymi rowerzystami.

    Elizówkę okrążyłem obok tzw stadniny. Następnie wyszedłem na drogę biegnącą od giełdy do Karczmy Pod Świerkami. I tu jeszcze większe zaskoczenie - godzina 19:40, już ciemno i... Tak właśnie, ciemno. Latarnie na tej serwisówce jak i na samym odcinku dwupasmówki do/z Lublina w totalnej ciemności. Latarnie włączają się ok 19:50, także kawałek szedłem w ciemności. Tak. Latarka to podstawa gdy chodzimy wieczorami :)

    Dalej minąłem Karczmę i poszedłem prosto serwisówką. Minąłem tunel, którym szedłem do Dysa godzinę wcześniej. I zaraz znalazłem się w domu.

    Tak wyglądała moja dzisiejsza trasa. Jej szczegóły poznasz, jeżeli odwiedzisz moje konto na Endomondo. A dzisiaj podczas aktualizacji aplikacji Zepp (to ta, która obsługuje mój zegarek - Amazfit Bip S) pojawiło się w niej info, że można exportować swoje treningi do apki Relive. Co mi się spodobało w tym Relive zobaczycie poniżej. Ale, jak się okazało, w apce Relive nie ma 'zasysania' treningów bezpośrednio z Zepp, dlatego póki co do Relive pobieram dane o treningach z Endomondo.

    Dzisiaj tempo spokojniejsze, nie udało się pobić żadnych rekordów. Ale wieczór był taki piękny, że naprawdę nie było po co się spieszyć i miło było tak sobie poczłapać po okolicy :-)

    Cieszę się, że wciąż jest dobra pogoda i mam czas, żeby codzienni chodzić. Jutro przerwa, ale od czwartku wracam na drogi i chodniki w okolicach Elizówki. Bądź ze mną kiedy opiszę tu kolejną trasę. Pozdrawiam ciepło.

piątek, 18 września 2020

Chodzenie jako pasja?

    Przyszedł i na mnie ten dzień. Ten czas. Zastanowienie. Trzeba coś wreszcie ze sobą zrobić. I to podwójnie. Wszystkiemu niech bezie winny... koronawirus :-) Zasiedziałem się w domu. Praca zdalna. Jedzenie. Kilogramy same przybywają. Aż wreszcie dochodzi człowiek do wniosku - czas coś zmienić. Czas wejść na wyższy poziom. Ile można zajmować się pracą? Ile można zajmować się innymi? A może wreszcie niech będzie czas dla MNIE :) Może by tak zająć się sobą?

Plan ambitny. Jak co roku gdy mija lato myślę - a gdyby tak za rok wyglądać lepiej? :-) Nie powiem, czasem mi się udawało i po zimie, podczas której większość osób przybiera, ja zgubiłem kilka kg. Ale w tym roku moje zbieranie masy przekroczyło wszelkie granice. Dlatego uznałem, że czas zacząć walkę o siebie. Wygospodarować w ciągu dnia kilka chwil i... pójść w świat ;-) Ten najbliższy, ten obok :-)

I tak oto, prawie jak Forrest Gump, pewnego dnia uznałem, że muszę iść. I zacząłem chodzić. Regularnie, prawie codziennie. Dla siebie. Dla relaksu po cały dniu zmagań z życiem. Tak po prostu.

    I chodzę tak od końca sierpnia. Ostatnio nawet zdarzyło mi się przejechać kilkanaście kilometrów rowerem. Zatem zaczynam. Zaczynam dbać o siebie :-) I jeżeli wierzyć Endomondo, to przeszedłem do 24 sierpnia 2020 już 106,47 km. Dla mnie to aż 106,47 km, szczególnie po wielu latach bierności aktywności. Po dodaniu ostatniej aktywności rowerowej (11,06 km) wyjdzie 117,53 km. Dla mnie ok :-) Zobaczymy ile uda się w kolejnych miesiącach.

    Jak już widzicie korzystam z pewnych udogodnień. Do rejestrowania tras używam głównie apki Endomondo, którą mam od dosłownie nie wiem ilu lat (ok, rzut oka do Endomondo i najstarszy wpis pochodzi z końca grudnia 2011 roku). Jakoś tak sentymentalnie z niej korzystam. Oprócz tego ostatnio zakupiłem sobie za niewielkie pieniądze trochę bardziej rozrośniętą smart-opaskę, czyli zegarem Amazfit Bip S. Gdzieś tam w międzyczasie postaram się przemycić kilka moich spostrzeżeń z używania tegoż.

    Zatem, jeżeli chcesz mi towarzyszyć w mojej drodze to zapraszam do śledzenia mojej aktywności tu, czy na Endomondo.

    Aha i tu jest ta druga rzecz, którą chcę zrobić dla siebie. Chcę powrócić do aktywnego pisania. I ten blog jest między innymi po to. Gdzieś na wayback machine można znaleźć moje stare opisy tras rowerowych, które zamieszczałem kilkanaście lat temu. Jeżeli jesteś ciekawy/ciekawa co tam psiałem, to poszukaj. Znajdziesz. Ja znalazłem :-) I teraz chcę znów wciągnąć się w pisanie.


Pozdrawiam,

Marcos.

Plany a rzeczywistość

 Witajcie.      Miałem piękny plan. Chciałem się bujnąć rowerem na spokojnie, powolutku, do stawów Stróżek. Droga w miarę mi znana. Powrót t...