niedziela, 25 października 2020

Ja tu jestem + podsumowanie tygodnia

Dystans: 47,3 km

Czas: 418 min

Kalorie: 4415 kcal

    Witajcie.

   Nie było mnie prawie cały miesiąc. Tak musiało być. Najpierw paskudna aura spowodowała, że przestałem chodzić, bo nie było warunków, a potem jeszcze sytuacja w moim życiu prywatnym sprawiła, że chodzenie zeszło na dalszy plan. Tym bardziej cieszę się, że w tym tygodniu udało się znów zaliczyć 6 dni aktywności. Zatem zapraszam do lektury nowego wpisu.
    We wrześniu, jak dobrze wiecie i pamiętacie, przeszedłem ponad 150 km. Wszystko dookoła co mogłem to udało mi się przejść. Nowe trasy może jeszcze jakieś będę wymyślał, ale póki co chodzę dobrze znanymi ścieżkami. Najwyżej trochę je urozmaicam, wybierając z każdej z nich kawałek i potem idąc dalej drugą :) Ale zwykle chodzę tymi samymi trasami, aby potem móc ewentualnie porównywać czasy ich pokonania.
    Ponad miesiąc na drodze to już dobry czas na podsumowania. Zacząłem wypracowywać nawyki i dobierać 'sprzęt'.
    Zacznijmy zatem od rzeczy, które odstawiam. A póki co są to jedynie... buty. Tak buty, czyli to co najważniejsze. Jako pierwszych używałem butów z Decathlonu. Stare, rozchodzone, tak, aby za bardzo ich nie żałować. Odstawiłem je bez żalu, bo stopy zaczynały już wyraźnie protestować, kiedy zacząłem chodzić więcej niż 2-5 kilometrów.
Jako zastępstwo wybrałem najtańsze buty z kategorii 'Chodzenie' w Decathlonie. Tak mam, że czasem chcę kupić coś niezbyt drogiego, aby przekonać siebie i innych, że nadają się doskonale do czegoś więcej, niż producent przewidział. Na przykład ten wpis tworzę na laptopie poleasingowym, który ma u mnie swoje drugie życie :) Ale wróćmy do tematu. Na początku buty sprawdzały się wyśmienicie. Za nic miałem ich opis, w którym jasno napisano, że są przeznaczone do 'okazjonalnego' chodzenia. I muszę przyznać rację. Do tego doskonale się nadają. Ja przeszedłem w nich bez większych problemów ok 100 kilometrów... Ale pod koniec naszego współżycia one także dały wycisk moim stopom. I to mimo, iż używałem w zestawie z nimi doskonałych (w mojej opinii) skarpet Newfeel ws 100 mid. Są tanie, ale sprawdzają się bardzo dobrze. Zatem buty odstawiłem, kupiłem nowe i... na razie testuję. Gdy przejdę w nich co najmniej 100 kilometrów, to zapewne podzielę się z Wami moimi uwagami co do nich.

Buty pw 100 - polecam do chodzenia okazjonalnego

    A co ze mną zostaje? Cała reszta :) Zatem spodnie Nyamba gym&pilates 100. Podobnie jak gro mojego 'sprzętu' są z Decathlonu. Są dość tanie, ale sprawdzają się wg mnie wzorowo.
Zostają tez skarpetki wspomniane w akapicie powyżej. Są naprawdę spoko i sprawdzają się także w moich nowych butach. Polecam.
Zostaje bluza Slazenger, o której już kiedyś wspominałem. Co prawda ostatnio zmieniła się na miejsca z podpinką polarową z kurtki z Decathlonu ;-), ale to tylko ze względu na chłód panujący wieczorami.
Zostają tez moje odblaski. Albo raczej 'lampeczki'. Poniżej zamieszczam ich foto zbiorcze. Na foto brakuje tylko mojej niebieskiej latarki, ale ona nie jest zbyt fotogeniczna... Może, kiedyś ; -) Do opisywanej opaski odblaskowej w kolorze białym i dwóch opasek z czerwonymi diodami opisywanymi ostatnio, dołączyła lampka ledowa przednia na klatkę piersiową. Nabyła ją dla mnie moja Żona w namiocie przy znanym sklepie Biedronka. Jakość sprzętu jest dyskusyjna, na samym początku nie mieliśmy zbyt wielu miłych chwil, ale powoli się 'docieramy'. Zdaje się, że cena sprzedaży była na poziomie 29.99 zł. Szczerze - długo zastanawiał bym się nad jej zakupem za taką cenę. W namiocie kosztowała za sztukę ok 5 zł dzięki kumulacji promocji. Za tę cenę sprzęt jest do przełknięcia ;-) Zatem zerknijcie jak prezentuje się moja oświetleniowa grupa. Biel przedniej lampki przyćmiła czerwień opasek, ale...
Zostaje ze mną też ten cały elektroniczny sprzęt, który pozwala mi na zachowywanie moich treningów i pomaga w analizie tras i tego co udało się zrobić w ciągu tygodnia, miesiąca... Jest to zatem mój smartphone do obsługi Endomondo (i Relive) oraz wspaniały Amazfit Bip S. Wraz z nim jest rewelacyjny program Zepp do obsługi tegoż i umożliwiający analizę tras jak i gromadzi historię tego co robię. Polecam. O samym zegarku jeszcze kiedyś pewnie więcej napiszę. A teraz tylko rzeknę, że od tego 'odcinka' we wstępie do kolejnych notek podaję wszystkie dane dotyczące tras w tygodniu/miesiącu tylko w oparciu o aplikację Zepp. Zostawiam tylko dane z niej, gdyż są one trochę mniej optymistyczne, czyli zdają się bardziej bliskie prawdzie ;-)


    Na razie to tyle. Tydzień okazał się owocny, prawie 50 kilometrów, to wg mnie całkiem dobry wynik. Szczególnie po prawie dwóch tygodniach przerwy. Cóż. Pozostaje mi tylko zaprosić Was do dalszego obserwowania mojego bloga. Postaram się wrzucać tu nowe wpisy przynajmniej raz na tydzień, jako spięcie tygodniowych treningów. Tyle na dzisiaj. Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się epidemii.

Pozdrawiam,
Marcos.

wtorek, 6 października 2020

Sobotnia trasa plus podsumowanie września

Dystans: 11,4 km (Endomondo); 11,2 km (Zepp)

Czas: 1:47

Godzina startu: 19:16

    Kolejny rekord życiowy w Endomondo. Na początek nowego miesiąca najdłuższa trasa. Jest ok :) Chociaż po przejściu tych 11 kilometrów bardziej odezwała się drobna kontuzja stawu skokowego. Cóż, czasem trzeba zbastować z aktywnymi treningami na powietrzu nie tylko z powodu pogody. Ta niestety ostatnio nie rozpieszcza, ale można się tego było spodziewać. Dlatego przeszedłem na tryb stacjonarny. Na szczęście mam taką możliwość.

    Ale wróćmy do trasy z soboty. Można by ją podzielić na dwie części. Do pewnego momentu wszystko było dobrze, a potem zaczęły się nawarstwiać pewne sprawy.

    Sama trasa też składała się z dwóch części. Pierwsza, to dobrze już przeze mnie znana, obchodzona i nawet raz zaliczona na rowerze. Wyjście z domu, potem długi odcinek serwisówką aż do Łagiewnik, potem powrót przez kawałek Ciecierzyna i Dys - serwisówką aż do mostu nad eską. Już za pierwszym razem nazwałem ten odcinek trasą trzech mostów i kładki. Dwa mosty są nad eską, jeden nad drogą na Lublin, a kładka dla pieszych znajduje się między Ciecierzynem (w zasadzie Żulinem) a Dysem. I ten odcinek był ok.

    Już podczas schodzenia z drugiego mostu nad eską zauważyłem, że na moim ulubionym, świetnie oświetlonym ledowymi latarniami odcinku ścieżki pieszo-rowerowej jest po prostu... ciemno. Cóż, miałem ochotę na dłuższy spacer, więc jakoś mnie to nie przeraziło. I szło się całkiem ok, kilka razy niestety noga trafiła w pustkę i zaraz brutalnie spotykała się z glebą, ale... dopiero pod koniec całego odcinka, na jakiś kilometr przed końcem kontuzjowany kilka dni wcześniej staw skokowy odezwał się trochę bardziej. Tak bardzo, że w niedzielę, choć pogoda była sprzyjająca musiałem zapomnieć o spacerze. I póki co muszę do końca wyleczyć ten uraz, żeby mi nie powrócił znowu z większą siłą. Myślałem ,ze to 'rozchodzę', ale jednak nie...

    Czy w sobotę wiało? Tak, wiało i to dość mocno. Było to denerwujące, gdy szedłem w kierunku wschodnim. Kiedy wracałem serwisówką w kierunku zachodnim (Dys w kierunku drugiego mostu nad eską) było nawet przyjemnie, gdy mocniejsze podmuchy sprawiały, że trzeba było przyspieszyć bez większego wysiłku ;)

    W sobotę debiutowały też moje nowe opaski na ręce - zapinane na rzepy z czerwonymi, ledowymi diodami. Jak już kiedyś pisałem, wolę być zapamiętany jako ten oświetlony wariat niż ten niewidoczny, który wyrósł mi przed samą maską. Opaski firmy profex (dobra nazwa dla firmy ;) ), w cenie 9 zł nabyłem drogą kupna w supermarkecie. Oczywiście nie rezygnuję z latarki, która szczególnie na ciemnym odcinku ścieżki pieszo-rowerowej byłą niezastąpiona.


Podsumowanie września

    Wrzesień to pierwszy pełny miesiąc moich spacerów - treningów. Powiem tak - jeżeli chodzi o odległość, którą w tym pierwszym miesiącu przeszedłem, to jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Naprawdę nie sądziłem, że da się. A jednak się dało :)

    Drugi cel, jakim jest zgubienie zbędnych kilogramów też mogę określić jako zaliczony. 5,3 kg mniej pokazała moja waga. Myślę, że to całkiem dobry wynik i dobry prognostyk na przyszłość. Zastanawiam się tylko czy kolejne miesiące uda się utrzymać na podobnym poziomie (mimo braku aż tak licznych aktywności na zewnątrz), czy będzie trochę mniejsza strata. W każdym razie, w tym przypadku, każda strata to dobra wiadomość :) A gdyby udało się utrzymać ją na podobnym poziomie, to za cztery miesiące miałbym wymarzoną wagę i potem tylko walka o jej utrzymanie :)

    Ok, to teraz trochę suchych liczb. Zaprezentuję je tradycyjnie z podziałem na to co zaraportowało Endomondo i Zepp, czyli apka 'domyślna' dla mojego zegarka Amazfit Bip S. 

Statystyki Endomondo

Dystans: 170.7 km

Czas aktywności: 27h 55m

Spalone kalorie: 18.217

Statystyki Zepp

Dystans: 155.9 km

Czas aktywności: 27h 38m

Spalone kalorie: 17.346

    Jak zatem widać różnice są. Jeżeli chodzi o dystans/czas to można to jeszcze wytłumaczyć tym, że 6 września zegarek mi się rozładował i zaraportował ok 4.8 km z trasy, która byłą o ok 1.5 km dłuższa. Cóż, jak kilka razy pisałem Zepp zdaje się dokładniej wyznaczać ścieżkę GPS, a co za tym idzie, jak zauważycie w moich wpisach, różnice w odległościach między aplikacjami wynoszą dla pojedynczej trasy ok 0.2 - 0.4 km w zależności od długości trasy i, być może, czynników atmosferycznych ;)

    Dla mnie jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej :) I tym optymistycznym akcentem kończę na dzisiaj.


Plany a rzeczywistość

 Witajcie.      Miałem piękny plan. Chciałem się bujnąć rowerem na spokojnie, powolutku, do stawów Stróżek. Droga w miarę mi znana. Powrót t...